Mistyczna podróż Wernera Herzoga
W 1969 roku Werner Herzog wziął kamerę, trójkę współtowarzyszy i wyruszył w podróż przez północno-wschodnią Afrykę. Pieniędzy prawie nie miał, ale miał odwagę, determinację i ciekawość świata. Powstał z tego film niezwykły, który docenić można w pełni dopiero znając wszystkie okoliczności jego powstawania. Dlatego najlepiej oglądać go z komentarzem reżysera.
Film jest właściwie serią niezwykłych obrazów - przyrody, ludzi, cywilizacji - trudno jednak uznać go za dokument. Jest to raczej rodzaj poetyckiego eseju. W pierwotnej wersji scenariusza "Fata Morgana" miała być rodzajem opowieści science-fiction o rozwoju cywilizacji, stworzonej przez przybyszy z obcej galaktyki. Zresztą pierwszą w filmie scenę - lądowania samolotów, rozmytych od rozgrzanego upałem powietrza - można interpretować właśnie jako przybycie obcych na naszą niezamieszkaną jeszcze planetę. Dalej w filmie kosmitów już nie ma, choć można uznać za nich Herzoga z ekipą. Tak w każdym razie na pewno byli postrzegani przez rdzennych mieszkańców Afryki.
Film ten jest rodzajem wyprawy w poszukiwaniu oryginalnych obrazów. Herzog nie miał specjalnego planu, gdzie jechać i co kręcić. Po prostu jechał i jak zobaczył coś co go zainteresowało, to kręcił. Trzeba podkreślić, że w filmie praktycznie nie ma ustawianych scen, choć na pozór wydawać się może, że jest dokładnie odwrotnie. Metoda pracy Herzoga polegała na tym, że gdy widział coś ciekawego, to po prostu kierował na to kamerę. I tak np. kierował kamerę na małych chłopców, a ci zamierali w bezruchu, czekając na to co się wydarzy. A Herzog też zamierał w bezruchu i czekał na to co się wydarzy. Albo spotkany gdzieś na końcu świata pasjonat bardzo chciał opowiedzieć o łapaniu dziwnych jaszczurów. No to Herzog słuchał. Ten film świetnie pokazuje skądinąd, dlaczego Herzog jest tak wybitnym dokumentalistą. Bo ma cechy jakie dokumentalista powinien posiadać: niesamowitą ciekawość świata, bezkompromisowość i miłość do swoich bohaterów. O tak, prawdziwą miłość. Trzeba posłuchać, jak o nich opowiada, żeby to zrozumieć.
Po nakręceniu zdjęć Herzog zmontował film w rodzaj w miarę spójnej opowieści, podzielonej na 3 części: Stworzenie, Raj i Złoty wiek.
Na początku "Stworzenia" świat jest pusty, rządzi w nim natura. Obrazom surowych i nieprzystępnych terenów towarzyszą fragmenty Popol Vuh - świętej księgi Majów o micie stworzenia, którą Herzog był wówczas zafascynowany. Fragmenty tekstu czyta Lotte Eisner, legendarna krytyczka i historyk sztuki, niezwykle istotna dla całego niemieckiego środowiska filmowego. Lotte, jak wspomina sam Herzog, znała osobiście wszystkich, po prostu wszystkich, najważniejszych reżyserów świata, od braci Lumiere, przez Chaplina, Langa, Murnaua, Kurosawę itp itd. Jak ważna była dla samego Herzoga, najlepiej oddaje niniejsza historia. Pewnego dnia do Herzoga zadzwonił przyjaciel, z informacją, że Lotte Eisner jest w stanie krytycznym (miała już wówczas 80 lat) i z prośbą, żeby jak najszybciej przyleciał do Paryża. Herzog postanowił jednak, że do Paryża... pójdzie pieszo, wierząc że w ten sposób odwróci od Lotte Eisner śmierć. I tak dokładnie zrobił, wyruszając natychmiast (wędrówka zajęła mu 4 tygodnie).
Drugą częścią filmu jest "Raj", który ukazuje świat już zamieszkany przez ludzi. Natomiast część trzecia - "Złota epoka" - różni się od drugiej bardziej gorzką wymową. Sceną, która zapada w niej najmocniej w pamięć, jest dziwny koncert: na kompletnie rozstrojonym pianinie gra kobieta w średnim wieku, a na perkusji i wokalu towarzyszy jej mężczyzna w goglach. Mikrofon, którego używa, ma dziwaczne, przesterowane brzmienie, przez które ciężko w ogóle zrozumieć, o czym jest piosenka. Cały występ jest kuriozalny, ale zarazem jest w nim coś smutnego i niepokojącego. W tym przypadku warto znać kulisy. Otóż występ ten Herzog zarejestrował w burdelu na Lazarocie. Na pianinie gra burdelmama, a perkusistą-wokalistą jest alfons. Sytuacja na miejscu wcale nie wyglądała tak zabawnie, jak mogłoby się wydawać, oglądając ten występ - alfons był dość agresywny, na oczach Herzoga pobił dzień później jedną ze "swoich" dziewczyn.
Nakręcenie tego filmu było dla ekipy przeżyciem ekstremalnym. Większość zdjęć kręcona była w horrendalnych upałach (stąd zresztą tak liczne w filmie obrazy fatamorgany), wszystko się topiło, sprzęt się psuł. W dodatku rejon ten nawiedziła wówczas plaga suszy (stąd zdjęcia martwych zwierząt), przez którą ekipa omal nie zmarła z pragnienia - studnia, do której zmierzali przez kilka dni, okazała się być wyschnięta. Najgorsza przygoda była jednak dopiero przed Herzogiem. W rejonie, po którym podróżowali, toczyła się wojna domowa i w pewnym momencie (w czasie przejazdu przez Republikę Środkowoafrykańską) ekipa wzięta została mylnie za najemników. Zostali ciężko pobici i wtrąceni do więzienia. Herzog zachorował na malarię oraz schistomatozę (bardzo groźny pasożyt krwi).
Może się wydawać, że Herzog jest szaleńcem, który po prostu lubi pchać się tam, gdzie jest niebezpiecznie. Ale to nie tak. Herzog wypowiada się negatywnie i lekceważąco o wszystkich miłośnikach przygód i niebezpieczeństw. W jego przypadku niebezpieczne przygody nie biorą się z poszukiwania ryzyka (co byłoby głupotą), ale z braku strachu przed nim. Herzog jest po prostu reżyserem, oddanym swojej wizji, wierzącym, że to, co robi, ma sens, nie bojącym się narazić samego siebie, żeby przekazać nam swoją myśl. No i jak go nie uwielbiać?




Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook